Crowdfunding – let’s start with some basics

Crowdfunding – let’s start with some basics

Czym właściwie jest crowdfudning?

Tak, do tego doszło. Let’s start with some basics. Z roku na rok popularność crowdfundingu rośnie. Z jednej strony pozwala on na sfinansowanie swoich małych marzeń, z drugiej – pozyskania funduszy na duże projekty. W 2017 roku w Polsce udział finansowania społecznościowego w rynku pozyskiwania kapitału wykonał ogromny wzrost i ta forma stała się jeszcze popularniejsza niż w roku wcześniejszym, w szczególności, jeśli skupimy się na małych projektach. Wzrost dotyczy również wspierających - z danych wynika, że coraz częściej i chętniej wspieramy projekty, a ponad 15% użytkowników wsparło więcej niż 1 projekt. 

Popularności spowodowała jednak wiele nieporozumień w stosunku do crowdfundingu. Wynikają one prawdopodobnie z ogólnego postrzegania przez ludzi tej formy, z historii Kickasterowych zbiórek, kanału iDubbbza i wielu innych internetowych źródeł. Zaczniemy więc od małej powtórki i przejdziemy przez podstawowe elementy organizacyjne i.. obietnice. 

 

Finansowanie społecznościowe – na czym polega? 

 

Finansowanie społecznościowe jest, ni mniej, ni więcej, formą ogłoszenia. Zasada jest dość prosta. Mamy pomysł, ale brak nam funduszy. Prosimy więc ludzi, którzy chcieliby skorzystać z naszego wynalazku, o dokonanie swoistej przedpłaty za produkt, który jeszcze nie istnieje. Tyle teorii. 
W praktyce etapów zbiórek jest kilka. Podstawowym zagadnieniem jest oczywiście sam pomysł. Crowdfunding nie wybiera - możemy rzucić dowolnym celem, a jeśli znajdą się ludzie chcący nas wesprzeć, to wygramy. Mamy więc zbiórki charytatywne, na wydanie gry, płyty muzycznej, zrealizowanie wyjazdu, czy nagranie filmu. Nie ma złych odpowiedzi.  
W zamian za wsparcie najczęściej przewidywane są nagrody (bądź udziały, jeśli mówimy o crowdfundingu udziałowym). Typowo więc ustalamy progi, za które po wpłacie deklarujemy się przekazać odpowiednią formę podziękowania. Jeśli jest taka możliwość (bo tworzymy coś "fizycznego") w ramach nagrody przekazać możemy nasz produkt. Jak więc pisałem - jest to swego rodzaju przedpłata za produkt, a nasi inwestorzy są naszymi klientami. W takiej właśnie formie przez długie lata działał Pebble, legenda crowdfundingu zza oceanu. 

 

Mam pomysł... i? 

 

Ok, skoro już mamy pomysł, to teraz wybieramy platformę. Wybór jest szeroki, a więc do tego tematu wrócimy niebawem. Jeśli interesuje nas jednak wyłącznie prowizja, to tutaj znajdziecie zestawienie platform o przeznaczeniu ogólnym (nie ukierunkowanych na konkretny rodzaj zbiórki). Zanim jednak wystartujemy na dobre, musimy zacząć budować społeczność wokół projektu – ludzi wierzących w nasz pomysł i chcących wpłacić nam pieniądze. Oczywiście - część użytkowników pojawi się już po starcie, jednak etap przygotowań jest ważny. Dalej jest wideo, treści... O wszystkim będzie. Dzisiaj skupiamy się na podstawach. 

 

Wizerunek rynku 

 

Crowdfunding to genialne rozwiązanie. W jednym miejscu pozyskujemy potrzebne pieniądze, zdobywamy opinie, sprawdzamy nasz pomysł i znajdujemy klientów. Plus – to świetna reklama. A jednak, mimo tego wszystkiego, wciąż sporo osób podchodzi do finansowania społecznościowego nieufnie.  
Znam winnych. 

Historii nieudanych akcji lub niedostarczonych produktów jest wcale niemało, a odpowiada za nie piękne angielskie słowo: scam. Powód? Łatwy pieniądz. Przyciągając ludzi ciekawym pomysłem pozyskać możemy kasę i wydać na co chcemy. Z tym, że to wyłudzenie i oszustwo, do tego najczęściej charytatywne. Niestety crowdfunding nie jest typową ofertą handlową, więc prawa i obowiązki, które dotyczą organizatorów, są inne i bardziej "płynne". Pojawia się obawa, że produkt dostarczony nie będzie zgodny z opisem.

*Złymi akcjami na Kickstarterze zajmował się swego czasu popularny YouTuber iDubbbz, jeśli ktoś jest ich ciekaw.

 

Dziś jednak "złych" akcji, przynajmniej na rzetelnych portalach, jest mniej. Wyższa kontrola, bliższy kontakt z projektodawcą - no jest po prostu lepiej i bezpieczniej. Tak, wciąż nie mamy wpływu na tych nieuczciwych, którzy próbują wyłudzać pieniądze, ale w porę złapani nie otrzymują środków ze zbiórki, a jeśli się uda, to stają przed obliczem wymiaru sprawiedliwości. Mimo to wciąż są plagą dla crowdfundingu. 

 

Łatwe pieniądze...? 

 

Ważnym aspektem zbiórki jest więc społeczność. To ci ludzie, którzy będą wpłacać pieniądze, są istotnym elementem każdego projektu. Tu niestety stykamy się ze ścianą - odsetek osób, która będzie serfować po platformie, trafi na Twój projekt i wpłaci pieniądze będzie niewielka, jeśli nie postawisz mocno na budowanie społeczności. Owszem, trafiają się ewenementy jak Pebble, ale nawet oni musieli dbać o odpowiedni marketing i odpowiednio zbudowaną sieć. Media społecznościowe, YouTube i ogólna transparentność to podstawa. 
W łatwe miliony z crowdfundigów nie ma więc co liczyć. Zbiórka to ciężka praca – przed i w trakcie jej trwania. 

Mity i legendy 

 

Jest jednak coś co chciałbym koniecznie wyjaśnić raz na zawsze, bo niestety muszę to tłumaczyć zbyt często – aspekt crowdfunding to "zakupy". Na początku tekstu wspominałem, że zbiórka jest pewną formą oferty, w której w zamian za pieniądze oferowane są konkretne nagrody. Mimo tego oczywistego faktu, crowdfundingu nie można w żadnym razie traktować jako zakupów. Wpłacenie pieniędzy nie jest równoznaczne z kupnem produktu. Należy rozpatrywać to bardziej jako inwestycja – a jak wiemy, inwestycja i zakup to z goła odmienne terminy. 
Powiedzmy sobie szczerze – crowdfunding to nie wyprawa do Żabki. Produkty na które wpłacamy oczywiście nam się należą ponad wszelką wątpliwość, ale musimy brać pod uwagę możliwość niepowodzenia przedsięwzięcia, problemów technicznych, lub po prostu pewnej niezgodności z pierwotnymi założeniami. Trochę jak na giełdzie – możemy wygrać, lub stracić. Dlatego właśnie każda zbiórka powinna być opatrzona rubryką „zagrożenia i trudności”, w której szczery projektodawca wyjaśnia, z jakimi niepewnościami ma do czynienia (nie zawsze tak niestety jest).  
Moim zdaniem, jeden z ważniejszych elementów naszego ogłoszenia, ale  to subiektywna opinia.  

 

Więcej, nie znaczy lepiej 

 Mój ulubiony mit i element, na który praktycznie zawsze zwracam uwagę to coś, co na pierwszy rzut oka jest niezgodne z logiką – osiągnięcie dużo ponad zakładany budżet nie zawsze jest czymś dobrym. Historii tego typu znam tak wiele, że nawet nie wiem od której zacząć... 
Sprawa wygląda następująco – wyceniamy zbiórkę na jakąś kwotę. Zawiera ona w sobie wszystkie niezbędne opłaty, ustaliliśmy już wstępne założenia z firmami, które będą z nami współpracować. Osiągamy 100, może nawet 110% - i wszystko jest pięknie. Dopinamy każdy szczegół, wysyłamy nagrody, a ponieważ mamy już opracowany produkt – rozpoczynamy produkcję seryjną. Brawo – staliśmy się dobrze prosperującym projektem. 
Co jednak, jeśli osiągniemy 400, 500% zakładanego budżetu? 1000%? Lepiej, prawda? Dla większości – co najmniej ambiwalentnie. Z jednej strony i w wielu przypadkach tak. Pamiętajmy jednak, że w takim razie musimy przygotować znacznie więcej nagród, zbudować zupełnie inną, większą infrastrukturę.  
Spowiedzi twórców projektów, którzy po osiągnięciu ogromnej nadwyżki popadli w euforię, a potem sięgnęli dna jest wiele. Powód? Brak przygotowania na duże przedsięwzięcie. Wycenę projektu robi się nie bez powodu. Jeżeli jedynym naszym zmartwieniem będzie zwiększenie nakładów produkcyjnych, to może jeszcze z tego wybrniemy. Nie zawsze jednak sprawa jest tak prosta. Nie każdy zakład zgodzi się na znaczne podniesienie wielkości zamówienia, a inny producent, z większymi możliwościami, może być wielokrotnie droższy. Do tego cała masa nagród dodatkowych, które trzeba zamówić, wyprodukować. Dochodzi do tego zmartwienie o jakość, czas realizacji, wysyłkę, zarządzanie tym wszystkim, dalszy rozwój nowego biznesu. Ogólnie – czeka nas niemały ból głowy. 
Popełnienie błędu będzie nas kosztować majątek, bo reklamacje będziemy musieli ogarnąć sami, dochodzić się z producentem. Kontroli jakości dokonywać trzeba na bieżąco, ale co jeśli nie znamy się na produkcji danej rzeczy? Co jeśli wtopimy? 
Tak, osiągnięcie celu jest cudowne, osiągnięcie nadwyżki świetnie – bo wiemy, że produkt się przyjął. Trzeba jednak myśleć zawsze krok do przodu - po to dokonuje się wyceny projektu. Z jednej strony, by założyć ile uda się w rzeczywistości zebrać na nasz projekt, by zwiększyć szanse na uzyskanie 100%. Z drugiej strony – by założyć nasze możliwości, powiedzieć sobie co i gdzie jesteśmy w stanie wyprodukować, jakie są nasze potrzeby i co będzie niezbędne w razie udanej zbiórki. To jest etap krytyczny – odpowiednia wycena, realna, z założeniami. 
Zbierzemy więcej? Dobrze! Tylko ostrożnie. 

 

Podsumowanie 

 
Mity, legendy i ogólne założenia - odhaczone. Myślę, że wstępnie temat mamy „liźnięty” i co najmniej ¾ z nas jest już na tym samym poziomie. Wiem, dla wielu tekst mógł być dość ogólnikowy, dość oczywisty – ale ustalmy sobie coś – musimy zacząć od podstaw, żeby osoby nowe w tematyce również zrozumiały zawiłości związane z mechanizmem finansowania społecznościowego. Crowdfunding jest w istocie jedną z najciekawszych form pozyskiwania funduszy, dobrze więc, żeby możliwie najwięcej osób rozumiało z czym to się je. Dlatego – podstawy są ważne.  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *